o powołaniu

   obliczanki młodym

start

25 kwietnia 2019

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wojtuś wrócił z przedszkola bardzo zamyślony, szybko pobiegł do swojego pokoju i długo nie wychodził. – Wojtek! Chodź na kolację! – zawołała mama. – Zaraz! Ale to „zaraz” trwało dość długo i mama zaniepokojona weszła do pokoju. To, co zobaczyła, bardzo ją zdziwiło. Wojtuś siedział na łóżku i trzymał coś w ręku, głaskał i mówił do tego „cosia”: – Ty nie umarłeś, to nieprawda, wiem, że będziesz żył. – Wojtek, co robisz? Co masz w ręce, pokaż – poprosiła mama. Chłopiec otworzył dłoń i mama zobaczyła muszlę ślimaka winniczka. Wzięła go do ręki i rzekła: – Tak synku, masz rację, on będzie żył. Popatrz, tu ma zamurowany otwór do muszli, przed zimą i chłodem, a sam pewnie w środku śpi. Zimą cała przyroda wydaje się jakby umarła. Popatrz na drzewa, gałązki, wydają się suche, łyse, a na wiosnę powracają do życia i znów są liście, kwiaty, owoce, życie trwa. I twój ślimaczek, gdy zrobi się cieplej, cały i zdrowy wyjdzie na zewnątrz. – No dobrze - przerwał chłopiec – A kto mu ten beton rozwali? Mama zaśmiała się. – Twoje pytanie przypomniało mi podobne pytanie, jakie zadały trzy Maryje idąc do grobu Jezusa. – Opowiedz mi o tym – poprosił Wojtek, sadowiąc się wygodnie na łóżku. – Trzy Maryje widziały śmierć Jezusa na krzyżu, patrzyły jak Go złożono do grobu, a wejście założono ogromnym kamieniem. Zastanawiały się, kto im ten kamień odwali. – A po co one szły do grobu? – spytał cicho chłopiec. – Płakać mogły w domu, a na cmentarzu tak strasznie. – Ale, gdy ktoś kocha, to chce być blisko, nawet przy grobie. One chciały jeszcze namaścić ciało Jezusa, bo w piątek przed szabatem, nie zdążyły. – A co to jest sabat? – zapytał Wojtek. - Nie sabat, tylko szabat – poprawiła go mama. - To taka niedziela u Żydów. W ten dzień nie można było pracować, więc nie zdążyły obmyć ciała i namaścić wonnymi ziołami. – I dlatego, gdy szabat się skończył, to poszły, by to zrobić? – Tak, właśnie tak. I jak przyszły do grobu, to kamień był już odsunięty, a grób pusty. – Jak to? Kto to zrobił? – zdziwił się chłopiec. – One same nie wiedziały, ale u grobu siedział młodzieniec w białej szacie i powiedział: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma go tutaj; zmartwychwstał.” Rozradowane więc pobiegły, by opowiedzieć wszystkim, że Jezus zmartwychwstał i żyje. – Czyli mój ślimak też zmartwychwstanie? – spytał Wojtek. – Nie, twój ślimak tylko śpi i się potem obudzi, a Jezus naprawdę umarł. Ale jak obiecał, zmartwychpowstał i już więcej nie umiera, żyje i jest ciągle z nami. I jeszcze obiecał nam, że i my kiedyś zmartwychwstaniemy. – Ale szkoda, że trzeba być najpierw umartym... – westchnął chłopiec. – Tak, trzeba umrzeć, ale na krótko, bo kiedyś Jezus nas ożywi i będziemy razem z Nim w niebie cieszyć się i radować. Ty i ja, Kasia i tato... – I dziadek, i sąsiadka i mały Karolek – dorzucił Wojtek. – Jak to dobrze, że Pan Jezus zmartwychwstał, będziemy wszyscy razem. – Dziś wieczorem, według naszej rodzinnej tradycji, przeczytam wam, jak to było ze zmartwychwstaniem Jezusa i podziękujemy Mu za ten piękny dar, za to, że zwyciężył śmierć. A jutro odniesiesz ślimaczka do ogródka, by tam doczekał się ciepłej wiosny. – Dobrze, Mamusiu! Jesteś cudowna! – Ty też synku. Chodź teraz na kolację – ucałowała mama Wojtka.

s. Regina WNO

Alleluja!