o powołaniu

   obliczanki młodym

start

15 stycznia 2019

o powołaniu z s. Berchmansą

 

W każdym tym powołaniu Pan Bóg kieruje konkretne słowa do człowieka. Często pewnie też słyszałyście o powołaniu w ogóle, najczęściej to się mówi, że to jest jakiś wewnętrzny głos. Ale tego głosu my nie możemy usłyszeć naszymi fizycznymi uszami, tylko gdzieś w głębi duszy. A jednak ktoś, kto otrzymuje powołanie, bardzo, bardzo wyraźnie ten głos słyszy. I teraz już prośba do Siostry Berchmansy, żeby Siostra powiedziała nam, w jaki sposób Pan Bóg do Siostry przemówił i skierował to słowo takiego powołania

Mieliśmy w domu „Rycerza Niepokalanej”. I tam były bardzo takie artykuły budujące, na przykład o śmierci czy o bohaterstwie niektórych księży czy zakonnic umęczonych na misji w Japonii i to wszystko mi tak pociągało, zachwycało mnie.

Coraz bardziej się tęskniłam za modlitwą.

Wychodziłam z domu (po pracy naturalnie) i tam w naszym obejściu było takie miejsce (za stodołą konkretnie) gdzie nie było drzew i z daleka widać było czubek wieży kościelnej, w odległości 5 kilometrów . I tam modliłam się, tak duchowo mnie pociągała, łatwiej mi było się modlić patrząc na tą wieżę kościelną. I taki jeszcze wierszyk przeczytałam w jednym pisemku religijnym i tym wierszykiem się modliłam.

„Skończona praca

Już wraca duch mój utęskniony do Ciebie

O każdej godzinie i w każdej życia mojego porze

Wznoszę się myślą do Ciebie.”

Gdy już słońce zachodziło, gdy już wieczór się zbliżał to się zwracałam w tej modlitwie do Boga

Potem jechaliśmy z wioski do miasta i tam spotkałam właśnie jedną z naszych sióstr, która później była przełożoną generalną 12 lat w zgromadzeniu (już nie żyje teraz) i ona przyjechała też do Pobiedzisk do swojej rodziny, też pochodziła z Pobiedzisk.

W Poznaniu odbywał się kongres Chrystusa Króla i na ten kongres przyjechała i wstąpiła do swojej rodziny i mnie spotkała przed kościołem. To jakoś tak było przed nabożeństwem wieczornym. I zaczepiła mnie i rozmawiałyśmy. I pytała się mnie, podsunęła mi taką myśl o wynagradzaniu, o takim życiu religijnym. Ja mówię, że ja bardzo chętnie. No, to mówi, to żeby porozmawiać z rodzicami, że w Częstochowie jest takie zgromadzenie, gdzie tam właśnie można pracować i dużo się modlić. Więc ja mówię to dobrze, zapytać muszę rodziców. Naturalnie, trzeba zapytać, jutro proszę mi dać odpowiedź, dała mi dokładnie adres gdzie mieszka,

Rozmawiamy i rodzice nie sprzeciwiali się. Chętnie się zgodzili, tylko nie tak od razu, nie tak zaraz wyjechałam, bo trzeba było przygotować wyprawkę i tak za rok dopiero pojechałam. Korespondowałyśmy ze sobą przez ten rok, utrzymywałyśmy kontakt z panią Pieniężną. W tym czasie przygotowała mi mama wszystko co mi było tam potrzebne na wyprawkę taką, i za rok przyjechałam

A ile wtedy miała Siostra lat?

Miałam 17 lat.

17 lat… a wcześniej jak Siostra mówiła – jeszcze nie teraz na tym spotkaniu, wcześniej jak z Siostrą rozmawiałam – to Siostra mówiła, że taki pierwszy głos odczuła już chyba od momentu pierwszej Komunii Świętej

Tak, to już czułam takie bliższe, takie bliższe…

…taki kontakt z Panem…

...taki bliższy kontakt z Panem Bogiem, z Panem Jezusem. Tak, ale jeszcze nie było tak, tylko taki bliższy kontakt. No a później to się tak konkretyzowało przez te przykłady, przez to czytanie. To ważną rzeczą jest właśnie dobra lektura. To kształtuje takie myśli i rosną serca. I przykłady różnych osób, ludzi, czy wszelkie takie czy takie… tam było dużo, ja wszystkich przykładów nie pamiętam. Ja dużo czytałam, jeszcze pożyczałam potem u znajomych jeszcze innych pisma takie jak „Królowa apostołów”, „Posłaniec świętej rodziny” bo tam niedaleko byli księża misjonarze świętej rodziny, „Obraz Niepokalanej” czytałam i co tam jeszcze... „Posłaniec Serca Jezusowego” też się trafiał, tak ktoś ze znajomych gdzieś skąś przyjechał to przywoził także te czasopisma, spotykałam się z tym. A „Rycerz Niepokalanej” to już regularnie, należałam do Milicji Niepokalanej, do Rycerstwa Niepokalanej. Nie tylko ja, ale cała… mama i siostra, wszystkie trzy żeśmy należały

Siostro, a w którym roku Siostra przyszła do zgromadzenia?

W roku 38. To był rok przed wojną, przed wybuchem. Postulat miałam jeszcze tu w Częstochowie, jeszcze przedwojenny i w kwietniu, nie, we wrześniu przyjechałam, w kwietniu zostałam przyjęta do nowicjatu, a i za pół roku we wrześniu wybuchła wojna.

No i jak, wtedy nie było problemów, żeby Siostra mogła normalnie żyć, nie było czy propozycji nawet ze strony inny sióstr żeby rozjechać się i iść do domu?

Tak, była propozycja jak już wojna wybuchła i czasy były niepewne, nie wiadomo było, jak się dalej ta sprawa potoczy i matka Kinga przyszła do nowicjatu. Nas było 12 w nowicjacie i zaproponowały Siostry: taka i taka sytuacja mówi jest, nie ręczymy was utrzymać i nie wiemy czy potrafimy, czy będziemy w stanie was wyżywić, bo to prawda łatwiej wyżywić się w kilka osób jakoś zdobyć coś, a co innego na większą ilość. A zapasów było bardzo niewiele, szybko się skończyły a potem trzeba się było starać i tak pracować na to żeby zarobić na utrzymanie i ciężko było w czasie okupacji tej czteroletniej. Głód był i ciężka praca i zimno było.

No, ale zrezygnował ktoś?

W tym momencie żadna. Dopiero po – nie pamiętam czy to po kilku tygodniach, czy po kilku miesiącach dwie pojechały. Zaproponowała także rozjechać się do swoich rodzin, a potem, jak się czas, ureguluje ta sytuacja to można powrócić. No więc… acha, to jedna tylko pojechała, tak, jedna. No i ona już nie wróciła.

A ta siostra Paschalisa to wysłano – jako słabszą na zdrowiu – wysłano do Lublina, żeby tam lepsze było żywienie, tam siostry prowadziły chyba stołówkę, tam – już nie pamiętam, jaka to była ta stołówka – a potem Agrypina… Agrypina to już później.

A Siostra nie miała jakiś chwil jakiegoś zawahania żeby... bo wojna rzeczywiście trudna była do przeżycia w zgromadzeniu.

Nie ja to, przyznam się, że cieszyłam się, że… dziękowałam Panu Bogu, że mam daleko do domu i to było już przez tak zwaną granicę, taki kordon był tutaj, była ta granica niemiecka, ten kordon niemiecki, tam myśmy poznańskie było już za granicą niemiecką, pod niemiecka jurysdykcją. A tutaj Polska już była na innych warunkach, tu była granica, prze granicę nie wolno było przenosić, przewozić, szmuglować. Tam ukradkiem to się robiło, no ale to z trudem. Także dziękowałam Panu Bogu, że mieszkam daleko, że nie muszę wracać, po prostu nie chciałam wracać. Ale później tak się stało, że 7 lat się z rodzina nie widziałam, przez 7 lat od wyjazdu z domu. Już jak się wojna zakończyła, wszystko się uspokoiło, to potem.

Ale to Siostra wojnę jak przeżyła, to znaczy czy tam w czasie wojny to już były śluby wieczyste czy dopiero później?

To już później. Wieczyste śluby to były wtedy w tym 7 roku.

To formacja nie była jakoś przedłużona zbytnio, wojna nie wpłynęła chyba na to?

Nie, nie wpłynęła na to, że, acha, potem… który to był rok… tak ponieważ była tak już ruchawka to już nam ten nowicjat przyśpieszono o… dwóm siostrom, które miałyśmy już pół roku postulatu to można było do nowicjatu przyjąć, a tamte siostry, które przyjeżdżały później, myśmy przyjechały z siostrą Paschalisą we wrześniu, to do kwietnia było 6 miesięcy, pół roku, prawda? A tamte siostry przyjeżdżały, co miesiąc jedna przyjeżdżała, ostatnia przyjechała siostra Ryta, chyba siostra Ryta ostatnia, w styczniu. No to od stycznia do sierpnia były…

…w postulacie…

…dopiero było pół roku. 6 miesięcy, to wszystkie były potem przyjęte, później. Tamte były przyjęte, a kilka złożyło śluby. Zrobiły miejsce tamtym, a myśmy już z były z tamtymi pierwszymi, siostra Konrada jeszcze była, ja byłam z siostrą Konrada jeszcze 4 miesiące do sierpnia, a potem już tamte przyszły, tamte cztery złożyły śluby.

A jak Siostra usłyszała ten taki głos Pana Boga?

Głos... ja ten wewnętrzny pociąg taki miałam… pociągało mnie to życie i potem religijność najlepiej praktykować, kontynuować to swoje pragnienie to chyba będzie w zgromadzeniu. Tym bardziej, że w Pobiedziskach poszłam do szkoły średniej prowadzonej przez zakonnice, przez klasztor Sacre-Coeur, i tam też poznałam to życie zakonne, nawet prosiłam o użyczenie książek religijnych i matka Zapolska mi pożyczała, ta matka wychowawczyni: swoich założycieli i potem takie inne jeszcze religijne, o życiu zakonnym, także ja to już znałam, teoretycznie znałam. Także nie jechałam w ciemno.

Gdy ktoś się pytał czy ja się nie boję tak daleko pojechać z Poznania do Częstochowy i to jeszcze sama (bo tata mnie tylko odwiózł do Poznania, wsadził mnie w pociąg drugi i już jechałam później sama tutaj do Częstochowy), ja mówię, nie boję się bo mam znajomą panią Pieniężną w Częstochowie. A życie zakonne to tak teoretycznie znałam i tak chciałam bardzo… miałam to takie pragnienie świętości. Jeszcze mnie pytali w drodze jak szłam na dworzec, ci, którzy mnie odprowadzali, kiedy ja wrócę. Ja mówię, po co mam wracać, przecież ja nie po to jadę, żeby wracać, takie miałam stanowcze, taka stanowcza byłam. Tylko potem miałam obawy czy jeżeli nie wytrwam z powodu zdrowia, bo prawda byłam wątła i myślę sobie czy może za ciężka praca będzie czy jak, ale tutaj mi powiedziano że jest tylko jeden chór, nie ma rozdziału między takie i takie, tylko praca jest taka odpowiednia dla każdej osoby, jak według zdolności, zdrowia i zdolności, zdolności fizycznych i psychicznych, intelektualnych i przygotowania zawodowego. I to tylko to się obawiałam, że jak nie będę mogła wytrzymać to już nic, to wrócę, ale przynajmniej się nauczę jak zdobywać świętość. Tak mi na tym zależało, zależało mi na świętości, takie miałam pragnienie.

No to pięknie, bo dzisiaj żeśmy też rozmawiały tutaj z księdzem, ksiądz mówi, że teraz ta świętość, to samo słowo to jest bardzo niepopularne, my się wstydzimy, my się boimy, bo świętość to się nam kojarzy z czymś takim bardzo wielkim, jakby, jakbyśmy nagle mieli się stać ludźmi nie z tego świata. No i zapytał nas tutaj, która chce być święta i żadna się nie odezwała. Ale myślę, że jest to pragnienie w nas, tylko

…żeby być lepszym, dobrym…

Tak, tylko no może czasami boimy się do tego przyznać, że chcemy być, bo te nasze wyobrażenia są jeszcze takie inne, nie zawsze takie zgodne z tym takim prawdziwym obrazem świętości

No i także to życie było różne, i szczególnie wojna, i głód był i chłód i tak dalej i praca ciężka, bo trzeba było zapracować, różna praca była, ale nigdy nie miałam jakoś, nie przykrzyło mi się, żeby takie pokusy odwrotu, tego to nie było. Cieszyłam się z tego, co jest i zawsze miałam nadzieję, że dalej będzie lepiej i do tej pory, tak że już 65 lat jestem w zgromadzeniu, 65 lat, a mam 83 lata. Taka praca była różna, zaczynało się od sprzątania, byłam sprzątaczką, praczką, w nowicjacie było pranie, prasowanie, maglowanie, zarabiało się tym. I potem praca w ogrodzie, w polu tutaj na Grabówce, tu pracowałyśmy, a potem jak żeśmy wyjechały to praca była… I przy dzieciach pracowałam i w szpitalu rok pracowałam, w szpitalu dziecięcym w Konstancinie i w Domu Aktora w Skolimowie i w Leśniowie…

Czyli w zgromadzeniu można być wszystkim?

Tak, wszystkim, tu się było księgowym, tu się było kasjerem, tam się było magazynierem, w Olsztynie przez 8 lat w bibliotece seminaryjnej pracowałam, tu w Warszawie w przedszkolu kierowniczką byłam, także różne prace się wykonywało, jakie było potrzeba, i w miarę potrzeby się dokształcało: czego brakowało, czego nie dostawało to kursy się robiło i się dokształcało i się dalej pracowało.

Domyślny tytuł artykułu.