o powołaniu

   obliczanki młodym

start

12 lutego 2019

 

 

 

 

 

 

Rozmowa z Panią Dorotą Krawczyk – dr. nauk humanistycznych w dziedzinie nauk o sztuce, muzykologiem, dziennikarką i publicystką. Pani Dorota Krawczyk jest autorką licznych publikacji z dziedziny muzyki, religii i duchowości.

 

Niedawno ukazała się Pani powieść Twarz Boga. Czy może nam Pani opowiedzieć o czym, a właściwie o Kim opowiada?

– Powieść jest o Elizie Cejzik, założycielce Sióstr Obliczanek, i od razu chcę podkreślić, że jest to powieść biograficzna, co oznacza, że wszystkie daty, miejsca i nazwiska są autentyczne. Nie oznacza to jednak, że autentyczne są wszystkie opisane w książce wydarzenia. Jeśli chodzi o tzw. życie zewnętrzne, to nie wiemy o Elizie prawie nic. Wiemy natomiast bardzo dużo o jej życiu wewnętrznym, gdyż zostało po niej ponad 200 listów, które pisała do swojego kierownika duchowego, Ojca Honorata Koźmińskiego, i właśnie to życie wewnętrzne Elizy jest tak naprawdę przedmiotem powieści, co nie znaczy, że nie ma w niej konkretnej, czasem bardzo wartkiej i – mam nadzieję – wciągającej akcji.

 

Twarz Boga – dlaczego taki tytuł powieści?

– No cóż Twarz, Oblicze, Obliczanki W jakimś sensie to oczywiste. Twarz jest tu słowem kluczem, które pojawia się w Prologu i przewija przez powieść aż do ostatniego akapitu. Więcej powiedzieć nie mogę, bo tytuł ten ma tu wiele znaczeń i nie chciałabym sugerować tego, co może odkryć i wydobyć z niego ten, kto powieść będzie czytał.

 

Główna bohaterka Eliza Cejzik to postać autentyczna – Jak to się stało, że usłyszała Pani o Elizie? I kiedy zrodził się pomysł na napisanie tej książki?

– Wiem, że byłoby to bardzo romantyczne i ekscytujące, gdybym powiedziała, że trafiłam na Elizę przypadkiem i zachwyciłam się nią od pierwszej chwili. Nie. Niczego takiego nie było. O Elizie usłyszałam po raz pierwszy, gdy jedna z Sióstr Obliczanek napisała do mnie maila z pytaniem, czy nie chciałabym napisać o niej powieści, a ja się zgodziłam. Tak już jest w moim życiu, że ono samo mnie niejako znajduje i wyznacza drogi, którymi mam podążać. Gdy na te drogi wchodzę, wszystko się układa dobrze, gdy próbuję sama decydować, nie jest najlepiej. Dlatego zgodziłam się napisać powieść o kobiecie, o której nie wiedziałam nic ponadto, jak się nazywa.

 

Jaką osobą według Pani jest Eliza?

– Rozmiłowaną w Bogu i stawiającą Boga ponad wszystko i wszystkich, zwłaszcza ponad samą siebie.

 

Czy jest w niej jakaś szczególna cecha, którą ceni Pani najbardziej?

– Nie. Elizę pokochałam w całości. Inaczej nie mogłabym napisać o niej powieści.

 

Czy po napisaniu powieści i można by powiedzieć spotkaniu z Elizą, zmieniło się coś w Pani życiu?

– To bardzo trudne pytanie. Zwłaszcza, że wcale nie oczekiwałam, że coś się zmieni. Mogę natomiast powiedzieć, że moje spotkanie z Elizą poruszyło we mnie struny, na których ja sama jakiś czas temu przestałam grać. Przyglądając się Elizie, często widziałam siebie, a raczej to, czego mi brakuje w mojej relacji z Panem Bogiem.

 

Czego Eliza Cejzik może nauczyć młodych ludzi? Czy Eliza chciałaby powiedzieć coś młodym naszych czasów?

– Czy coś chciałaby powiedzieć, o to trzeba zapytać ją samą. A co do nauki, sądzę, że każdego może i powinna uczyć czegoś innego, w zależności od jego potrzeb i pragnień. Myślę, że cechą ludzi świętych jest to, że uczą, chociaż sami o tym nie wiedzą i być może mocno by się zdziwili, gdyby się dowiedzieli, czego się ludzie od nich nauczyli. Może ta odpowiedź wydaje się Siostrze enigmatyczna, ale przychodzą mi tu na myśl słowa papieża Pawła VI, który powiedział, że nasze czasy nie potrzebują nauczycieli, ale świadków. Eliza jest świadkiem tego, że człowiek może kochać Boga tak bardzo, że – parafrazując świętego Pawła – ani głód, ani chłód, ani cierpienie, ani choroba, ani nawet śmierć (i to wszystko w sensie jak najbardziej dosłownym, bo wszystkiego tego Eliza dotkliwie doświadczyła) nie są w stanie tej miłości pokonać.

 

W powieści pojawią się również inni bohaterowie. O. Honorat Koźmiński, Elżbieta Stummer, Aniela Godecka i inni… dzisiaj ich rodziny zakonne tworzą Rodzinę Honoracką. Jaki według Pani jest duch honoracki, co jest szczególną cechą, która tę rodzinę charakteryzuje?

– Sądzę, że jest nią nadal, tak jak w czasach Ojca Honorata, ukrycie. W szerokim tego słowa znaczeniu. A jak wiemy z Małego Księcia, najważniejsze jest to, czego nie widać. Wygląda więc na to, że Rodzina Honoracka wpisuje się w to, co w życiu najważniejsze.

 

O. Honorat Koźmiński miał szczególny dar rozeznawania powołań. A czy może nam Pani opowiedzieć jak Pani rozeznawała swoją drogę życia?

– Szczerze? Miałam to szczęście, i chyba mam je nadal, że nie musiałam jej rozeznawać. Myślę, że to wielka łaska. Po prostu zawsze starałam się włączać w nurt życia, który do mnie podpływał. Kiedyś nie wiedziałam, że to maksyma ojców pustyni, żeby brać życie tak, jak do nas przychodzi, a ja intuicyjnie właśnie tak czyniłam. Przykład? Obliczanki proszą mnie o powieść, a ja zgadzam się ją napisać, chociaż zupełnie nie wiem, jak to zrobię. I tak naprawdę do ostatniego zdania nie wiedziałam, jak będzie ona wyglądać. Ale to jest dobre i daje wielki pokój serca. Brać życie takim, jakie jest. Ktoś mnie poprosił o rękę, więc mu ją dałam. Ktoś mi zaproponował rekolekcje, więc na nie pojechałam. Bo cóż można zrobić innego? Jaką ma się pewność, że to co rozeznam jest słuszne, a nie jest jedynie poruszeniem jakiejś emocji, która za chwilę przeminie? Wszystko, co w życiu podejmujemy jest dobre, jeśli celem, do którego dążymy jest Bóg.

 

W czasie pisania powieści odwiedzała Pani nasze wspólnoty, poznawała siostry Obliczanki – duchowe córki Elizy… Czy zauważyła Pani pewne cechy wspólne dla Elizy i naszych sióstr ?

- Nie zauważyłam. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że zauważyć ich nie chciałam. Od samego początku, od chwili, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z Siostrami, świadomie – dla dobra powieści – unikałam jakichkolwiek analiz porównawczych. Chciałam uchwycić postać Elizy taką, jaka wyłania się z listów do Ojca Honorata. Nie chciałam patrzyć na nią przez pryzmat jej duchowych Córek, ponieważ kierunek zawsze – zwłaszcza dla Was, Obliczanek – powinien być odwrotny. I tego Wam z całego serca życzę: Patrzcie na siebie przez pryzmat Elizy i pracujcie nad tym, by cechy, które w niej dostrzegacie, kształtowały Wasze osobiste życie duchowe. Nie chodzi tu oczywiście, by kształtować siebie na jej obraz, bo jedynym obrazem, na jaki powinniśmy siebie kształtować, jest Obraz Boga. Chodzi raczej o to, by w jej duchowości szukać pomocy i inspiracji do pogłębienia mojej osobistej relacji z Bogiem.

 

Serdecznie dziękujemy za rozmowę!

Dorota Krawczyk  "Twarz Boga"