11 maja 2019

    o powołaniu

   obliczanki młodym

start

Komentarz na IV Niedzielę Wielkanocną
12.05.2019 r.

(J 10,27-30)
Jezus powiedział: „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je.

Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne.

Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.

Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich.

I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

 

Słucham tej Ewangelii i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tu o ważnych rzeczach mówi się krótko. Czyli, że krótkie wypowiedzi o ważnych rzeczach mają w sobie ukrytą głębię tajemnicy – do odkrycia.

„Moje owce”. Słowa „moje” używamy w różnym znaczeniu. Może oznaczać podkreślenie własności
i odpowiedzialności: „moje - ja mam prawo o tym decydować”, „moje - ja odpowiadam za to, co się z tym dzieje”. Może oznaczać ostrzeżenie: „moje – nie dotykaj!”. Może oznaczać dumę i radość: „zobacz, to moje!”. Może oznaczać pragnienie ochrony: „moje – nie pozwolę zniszczyć!”. Może podkreślać chęć rozwoju: „moje
- chcę, żeby rosło!”. Może oznaczać bliskość, np. „moje - dobrze je znam, każdy szczegół…”

Gdy słowo „moje” dotyczy osób, te same kierunki nabierają szczególnego wymiaru:

„Moi bliscy i odpowiadam za to, co wnoszę w ich życie”. Jeśli to mówi ojciec lub mąż, może mieć taki wydźwięk: „moja rodzina i biorę odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo, utrzymanie i decyzje, które mają im stworzyć dobre warunki do życia”. „Moja rodzina, nie waż się tknąć!”. Gdy mówi to matka, np.: „Moje dzieci, moje wspaniałe dzieci! Zobacz jak rosną! Ile już umieją!”. „Moi ukochani, nie pozwolę im zrobić krzywdy! Nawet jeśli się narażę…”. Gdy mówi to ktoś bliski, np.: „Moi najdrożsi, tak się cieszę, że was widzę!”. „Moja kochana, wiem, że to jest dla Ciebie ważne”; „Mój kochany, wiem, że to cię ucieszy”…

Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je.

TO mówi Jezus. Jak ja to słyszę? Czy słyszę to widząc siebie wśród tych „Moich” czy widząc się obok, jakby Jezus mówił o kimś innym? Co budzą we mnie tej słowa, gdy słyszę od Jezusa o sobie „Mój”, „Moja”…?

O, bo to wcale nie takie proste. Myślę o sytuacjach, gdy słyszałam o sobie „moja” i budziło to we mnie radość, entuzjazm, odwagę, ufność, ale znam też takie „moja”, które budzi poczucie zagrożenia, lęk, lub wstyd czy gniew. W relacji z Jezusem nie będzie inaczej. Jedno słowo „Mój, Moja” jest jak soczewka, w której skupia się stan naszej relacji. Co się dzieje we mnie, gdy Jezus mówi „Mój”, „Moja”…?

 

„Idą one za Mną.” Krótkie zdanie, ale streszcza tajemnicę wolności, jaką daje miłość. Jezus mówi tutaj: jeśli owce idą „za Mną”, to nie są kontrolowane, nie są cały czas „na oku”, pod obserwacją! Wręcz przeciwnie: to one mogą obserwować Mnie, Ja jestem cały czas w zasięgu wzroku, i same decydują, czy patrzą na Mnie, czy słuchają Mego wołania, oraz czy idą za Mną. Jeśli „idą za Mną”, to Ja ponoszę odpowiedzialność za wybór drogi, znalezienie wody i paszy, za uniknięcie niebezpieczeństw. Gdyby owce szły przodem i w coś wlazły, to ich wina i można by im to wyraźnie wypomnieć! I niech same ponoszą skutki. Ale tak nie jest. To Ja idę przodem. Wiem też, kto idzie za Mną, bo znam Moje owce, słyszę je, nie jest Mi obojętna żadna, która się odłączy. Jeśli jej wróg zagrozi, oddam życie, żeby ją ratować!

TO mówi Jezus. Jak ja to słyszę?

Przypominam sobie czas, w którym to zdanie Jezusa było dla mnie rozliczeniem z postępowania; czułam
w środku, że w niektórych rzeczach „idę za Nim”, a w innych nie, więc wolałabym nie słyszeć tego zdania, uniknąć tego Jego spojrzenia, w którym była… tęsknota. „Moja owca, pragnę by była blisko, a nie idzie za Mną. Gdzie jesteś…?”. Jego tęsknota budziła we mnie wyrzut i… też tęsknotę, ale wcale nie chciałam rezygnować z tego, że sama wybieram drogę, sama decyduję, sama, sama!

„Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. Nie będziesz sam stawał jako bóg zamiast Mnie.

„Pójdź ZA Mną”.

Wiecie co? Bóg jest zdecydowanie, ekstremalnie lepszym bogiem niż ja!

s. Rita WNO