25 maja 2019

    o powołaniu

   obliczanki młodym

start

Komentarz na VI Niedzielę Wielkanocną
26.05.2019 r.

"Przyjdziemy do niego i mieszkanie u niego uczynimy..."

Słyszysz, że ktoś przyjedzie do ciebie w gości – i rozgości się na dobre. Właściwie, to zamieszka na stałe. I to nie jedna osoba, tylko trzy. To brzmi jak obietnica? Czy jak groźba? Nie każdy gość jest mile widziany, bo nie z każdym swobodnie się czujemy. Nie każdy gość, nawet mile widziany, byłby dla nas wyczekanym współlokatorem. Może przypominasz sobie osoby, z którymi chętnie zrobisz jakiś sobotni wypad, ale mieszkać razem...? No, lepiej nie... A jeśli ta osoba chce zamieszkać razem nie jako okresowy współlokator, ale tak jak członek rodziny, na stałe? Na myśl o takiej propozycji szybko kojarzą się np. takie wypowiedzi: osobę do wspólnego życia to ja sam wybiorę, zostaw mi wolny wybór, albo: jak ktoś przyjdzie mieszkać to trzeba jakoś uwzględnić ich obecność, a ja nie chcę nic zmieniać, moje zwyczaje, moje życie. Albo: lubię samotność, sorry, nie bawi mnie taka ilość rozmówców.

Jeśli te Słowa z początku budzą obawę lub poczucie, że ktoś mi narusza prywatną strefę, to warto usłyszeć zdanie wcześniej, tzn. „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec Mój umiłuje go i do niego przyjdziemy...”

To "zamieszkanie u mnie" ma warunek, a nawet dwa.

Po pierwsze: JEŚLI ktoś Mnie miłuje! Miłość to właśnie ten jedyny powód, który sprawia, że osoby chcą dzielić ze sobą całe życie: i to, co radosne w nim, i to, co smutne czy trudne. W dodatku Jezus nie mówi: Jeśli miłuję kogoś, to przyjdę do niego - bo On kocha wszystkich bez wyjątku, a ponadto postanowił dać człowiekowi wybór, wolną wolę. Więc niech uspokoi się pierwsza obawa: Jezus mówi z decyzją na czekanie: Jeśli Mnie kto miłuje... To Jego wybór, aby dać wybór człowiekowi. Ten wybór często skazuje Go na ból tęsknoty...

Po drugie: gdy moja miłość do Jezusa już istnieje, to powoduje ona wcześniejszy skutek, niż "zamieszkanie u mnie". Kto pokochał, ten "będzie zachowywał Moją naukę”. To oznacza, że kochający podejmie wysiłek zmiany swojego życia i dostosowywania go do słów Jezusa i do Jego stylu życia, do Jego spojrzenia na świat. To oznacza, że gdy Bóg zamieszka potem w sercu, to będzie to serce, które już żyje Jego rytmem, więc Bóg mu nie wywraca życia do góry nogami! Po co więc lęk?

A po trzecie: Bóg, który ogromnie pragnie miłości, sam uczy nas czekać. Sam czeka. Czeka na miłość i czeka na decyzję. Czeka na moment, w którym życie obu stron mających mieszkać wspólnie, zacznie pulsować podobnym zrozumieniem, podobną hierarchią wartości, podobną wrażliwością na drugiego... Daje czas na wzrastanie miłości. Przecież Ojciec niebieski kocha od poczęcia, a nawet wcześniej, zanim pojawiliśmy się na świecie. „Ojciec Mój umiłuje go” nie tyle oznacza, że będzie kochał bardziej, ale że tego, kto kocha, kto wybrał Boga i przygotowuje Mu miejsce przez wypełnianie Jego Słowa życiem, Ojciec będzie obdarzał miłością i łaskami jakie z niej płyną coraz bardziej. Ta miłość więc rośnie w sercu człowieka i daje mu coraz więcej radości, sił do przeciwstawiania się grzechowi i zniechęceniu.

„Mieszkanie u niego uczynimy” to jest jakiś wyraźny krok. Punkt, który wymaga „uczynienia” tego faktu, że Bóg zamieszka w sercu człowieka. Nie mówi Jezus: wprowadzimy się do tego, co jest. "Uczynimy", to znaczy stworzymy pewną nową rzeczywistość. A Bóg stwarza Słowem. Do stworzenia potrzebne jest słowo.

Bóg kocha i pragnie miłości.

Bóg czeka na miłość.

Bóg cieszy się, gdy miłość się pojawi, ale nie ma od razu zamieszkania razem.

Bóg daje miłości czas na dojrzewanie, aż do wspólnego myślenia, wartościowania, zrozumienia.

Bóg uczyni to „zamieszkanie”, stworzy je swoim Słowem.

Słowu człowieka też dał taką moc sakramentalną, stwarzającą przestrzeń do zamieszkania w miłości: „ja biorę ciebie... za żonę/męża... i ślubuję ci...”

On sam jest miłością. On zna prawa miłości i jej wewnętrzny rytm. Czy to mi coś mówi?

 

"Pokój zostawiam Wam, pokój Mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję."

 

s. Rita WNO