o powołaniu

   obliczanki młodym

start

12 stycznia 2019

„Nie mają welonu? Ani nawet czepka???”

czyli o innej stronie ukrycia

 

 

Kiedy pierwszy raz dowiedziałam się o siostrach bezhabitowych moja reakcja była bardzo mocna. „To nie są żadne siostry. One się tylko boją!”- krzyczałam po polsku do koleżanki, która mi mówiła o Siostrach Obliczankach, stojąc na samym rynku miasta Würzburga/Niemcy. Ludzie patrzyli się dziwnie na nas, a ja kontynuowałam moją argumentację. To było prawie 10 lat temu...

Od 1. września pracuję w Ośrodku Specjalnym, który prowadzą siostry habitowe. Siostra dyrektor sama zapytała, czy chciałabym pozostać w ukryciu, czy też ma mnie przedstawiać jako siostrę. Bardzo się ucieszyłam, że wreszcie będę pracować w ukryciu i doświadczę, co to znaczy na co dzień.

Nie musiałam długo czekać. Dzieci są bardzo ciekawe z natury, a co dopiero nowej pani w internacie. Już pierwszego dnia przeszłam sesję pytań wstępnych:

A gdzie pani wcześniej pracowała? – W takim podobnym internacie, też z chłopcami.

Też u sióstr? -Tak, też u sióstr, ale innych.

Nie naszych? – Innych, bezhabitowych.

Jak to bezhabitowych? To one nie mają welonu? Ani nawet czepka? – Nie mają.

A co to za siostry? – Siostry Obliczanki.

Ehh, to żadne siostry jak bez habitu!, dokończył mój rozmówca. Już to kiedyś gdzieś słyszałam, pomyślałam sobie i przypomniała mi się rozmowa sprzed 10 lat...

 

Ogromnie zaskoczyli mnie chłopcy takimi pytaniami. Nie przypuszczałam, że 14-latki i to z niepełnosprawnością umysłową mogą zadawać tak precyzyjne pytania. Po moich odpowiedziach chłopcy nie wpadli na pomysł zapytania mnie, czy w takim razie ja też jestem taką siostrą bezhabitową.

Oprócz pytań i mojego lekkiego uśmieszku przy odpowiedziach dostałam od razu „próbkę” praktyczną. Chłopcy zaczęli wymyślać różne piosenki. Nietrudno się domyśleć, że były to piosenki co najmniej niecenzuralne, w niektórych momentach obraźliwe. W pierwszej chwili pomyślałam o chłopcach z naszego Ośrodka w Częstochowie: „Nigdy by się tak do mnie nie odnosili”. Oczywiście, że nie. Ponieważ mimo braku habitu zdawali sobie sprawę, że mają siostrę zakonną przed sobą.

 

I to jest ta druga strona ukrycia. Przy siostrze, z którą pracuję, nie odnoszą się aż tak wulgarnie, bo wiedzą, że jest siostrą. A o mnie myślą, że jestem „tylko” panią i mimo moich zapewnień, że nie życzę sobie takich piosenek i odzywek, próbują mnie dalej. Nie znaczy to, że przy siostrze są nagle aniołami, ale pewnych określeń nie używają. Mam okazję doświadczyć niektórych zachowań dzieci, z którymi świeccy wychowawcy spotykają się na co dzień, a których ja jako siostra zakonna nie doświadczyłam.

 

Spełniło się moje marzenie pracy na zewnątrz, nie w naszym ośrodku. Pracy w ukryciu, przynajmniej przed dziećmi i resztą personelu. Nie przypuszczałam jedynie, że z ukryciem wiąże się, jak ja to nazywam: brak ochrony jako siostra. Tym bardziej widzę potrzebę pracy w ukryciu, również w takich placówkach. Jestem bardziej narażona na różne docinki, ale też i mam więcej okazji do przekazywania prawdziwych wartości, do dawania świadectwa własnego życia. Tym bardziej zaczynam również rozumieć, dlaczego już w placówce zakonnej jest potrzeba, aby pracowała wynagrodzicielka. Mam ogromną szansę do nauki miłości bezinteresownej, do kochania mimo odrzucenia, do przebaczenia mimo braku poprawy, do okazania miłosierdzia mimo niechęci przyjmowania go przez tych chłopców. Te dzieci nie odzywają się tak do mnie i do innych i nie zachowują się agresywnie, bo mieli i mają pełne miłości i bezpieczeństwa dzieciństwo i dobre warunki domowe. Właśnie dlatego, że są niejednokrotnie bardzo poranieni przez dorosłych traktują ich w ten, a nie inny sposób. Może jest to szansa na kontynuację pracy Matki Elizy, której bardzo zależało na chrześcijańskim wychowaniu dzieci?

Siostra Obliczanka

Nie mają welonu ani nawet czepka