o powołaniu

   obliczanki młodym

start

 Powołanie!? Aż strach pomyśleć, a co dopiero wypowiedzieć to przeraźliwie brzmiące „przeznaczeniem” słowo.

Coraz częściej, aby zbytnio nie wystraszyć młodych ludzi, zgromadzenia zakonne zapraszają ich na rekolekcje: biblijne, teatralne, medialne, uzdrawiające, poszukujące, liturgiczne i teologiczne lub „bananowe i króliczkowe”. Każda nazwa jest dobra, byle tylko nie użyć określenia „powołaniowe”. Myślę, że dobrze się stało i nadal dzieje, że rezygnuje się z tego przymiotnika określającego rekolekcje. Należałoby jednak zmienić motywację organizowania tychże reko-
lekcji, a nie jedynie ich nazwę. Z jednej strony, my zakonnicy i zakonnice, nie chcemy być postrzegani jako „łowcy” powołań zastawiający sidła na niczego niepodejrzewających młodych ludzi, wciągając ich w sieci życia zakonnego. Z drugiej strony młodzi ludzie szukają różnego rodzaju spotkań, czuwań, skupień czy rekolekcji, aby odnaleźć odpowiedź lub wiele odpowiedzi na przeszywające ich umysły i serca pytania. Pytań jest wiele i są bardzo różne. Dotyczą przeszłości, teraźniejszości i przyszłości; dotykają ich samych, rodziny i przyjaciół, wszystkiego wokół nich; ukazują cierpienie, niepewność, poszukiwanie, nadzieje i jej brak; są takie, które są prawdziwe i takie, które „ten świat” na nich wymusza, wmawiając im, że to ich problem, który muszą rozwiązać; to pytania zmuszające do wyboru kogo chcę słuchać, za kim chcę iść; czyje pragnienia chcę realizować w moim życiu: mamy, taty, przyjaciół, „świata”, swoje własne, czy wreszcie Jego, którego nazywam moim Panem i Bogiem.

pytanie

Pisząc o powołaniu dotknąłem delikatnie tematu rekolekcji, gdyż są one czasem łaski – czasem Marii „wybierającej najlepszą cząstkę” siedzącej u stóp Jezusa, czasem Nikodema „rodzącego się na nowo”, czasem płaczącego Piotra wsłuchanego o świcie w pianie koguta, czasem „wiele miłującej” jawnogrzesznicy, czasem, w którym Jezus dotyka człowieka, a człowiek może dotknąć Jezusa. Ale czy to jedyny i najlepszy czas na odkrywanie, rozpoznawanie, itd. powołania do konkretnej służby Bogu i człowiekowi?

Matka Teresa z Kalkuty nie wybrała, lecz sama założyła zgromadzenie zakonne, gdyż każdego dnia spotykała się z Jezusem na modlitwie i w cierpiącym człowieku; brat Albert poszedł za Jezusem z tego samego powodu; Jan Bosko wybrał Jezusa w dzieciach i młodzieży, w tych zapomnianych przez innych. Wiele świętych kobiet i mężczyzn rozpoczęło życie zakonne, kapłańskie i misyjne, gdyż nie mogli przejść obojętnie obok Jezusa Chrystusa cierpiącego w każdym bliźnim. Jedni byli inteligentni, a inni nie. Byli wśród nich wykształceni i szczególnie uzdolnieni, ale i tacy którzy „nie grzeszyli” wieloma zdolnościami. Był nawet taki rybak, który przemawiał do uczonych i władców w taki sposób, że pozostawiał ich na bezdechu. Była taka babcia owinięta w biało-niebieski materiał i w sandałach na nogach, przed którą premierzy i prezydenci z szacunku i w pokorze nisko się kłaniali (bł. Teresa z Kalkuty). Był taki biedak, który obnażając się przed namiestnikami kościelnymi, obnażył zło, które niszczyło Kościół, i pociągnął za sobą miliony ludzi do przemiany życia (św. Franciszek z Asyżu). On również na modlitwie oraz w biednych i cierpiących spotykał się z Jezusem każdego dnia. Był taki ksiądz, który jak śpiewał to kwiaty w ogrodzie więdły, a ptaki padały jak martwe (św. Arnold Janssen). Jego serce zatopione w modlitwie i pragnienie niesienia Chrystusa na cały świat dały początek trzem zgromadzeniom misyjnym, w których obecnie żyje i głosi Ewangelię ponad 9 tysięcy misjonarzy i misjonarek na całym świecie.

Jezus wybrał tych ludzi, a oni wybrali Jego. Dokonało się to poprzez bliskość z Bogiem na modlitwie i w każdym człowieku. Nie zadawali sobie pytań czy są wystarczająco mądrzy, inteligentni, zdolni, silni, z dobrą lub złą przeszłością, czy pójść dzisiaj czy jutro za Jezusem... Bo wiedzieli, że jeżeli to Bóg ich powołał, to nie muszą o nic więcej się martwić – Ten który powołuje daje też swego Ducha, aby mogli z radością wypełniać Jego wolę.

o. Henryk Ślusarczyk

SVD Powołanie!?

Naprzeciwko szkoły licealnej, do której chodziłam, był kościół, do którego często wstępowałam; chociaż na chwilę przed lekcjami, albo po zajęciach. Nie umiałam się zbytnio modlić, nie miałam dobrej relacji z Bogiem, ale odmawiałam te „wyuczone” pacierze, żeby np. w szkole dobrze poszło.

Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale często było we mnie pragnienie pełnienia woli Bożej; to było dla mnie bardzo ważne, choć wypełnienie tego nie zawsze się udawało. Wiele się zastanawiałam nad swoim życiem, powołaniem, co ze sobą zrobić? Czy to ma być życie w małżeństwie, czy w zakonie? Aby trochę uciec, zamazać to, co się we mnie działo, na pytania- co chcę robić w życiu, mówiłam, że chcę studiować teologię i być katechetką. Kiedy się już trochę pomagałam z tymi pytaniami i wiedziałam, że to ma być zakon, to był to już krok do przodu. Ale jaki zakon?- to było następne pytanie. Zaczęłam szukać, rozglądać się, nasłuchiwać w sercu, co się dzieje, czego ono pragnie.

Pewnego dnia ks. katecheta na lekcję religii zaprosił siostrę bezhabitową, ale nie obliczankę. To był mój pierwszy kontakt z siostrą bez habitu, wcześniej o takich siostrach nie słyszałam. To była starsza siostra w dużych okularach na nosie- i mnie Sie ona nie podobała. Wtedy patrzyłam tak po ludzku. Może i dobrze, bo bym do nich poszła, a to nie było dla mnie.

bus stop

Po tej lekcji pomyślałam sobie: żadnych bezhabitowych. Zaczęłam więc rozglądać się za habitowymi ale nic mnie nie pociągało- ani habity różowe, ani granatowe, ani czarne... I pewnego dnia, po lekcjach, chyba to był dzień kwietniowy, dokładnie nie pamiętam, poszłam do mojego kościoła. Potem czytałam ogłoszenia, oglądałam gazetkę-jak to czasem robiłam. Jednym słowem- szukałam. Widziały mnie wtedy dwie dziewczyny, które mówiły między sobą: ”To jest Obliczanka!”. Były to dziewczyny zupełnie mi obce. Nigdy się nie spotkałyśmy wcześniej, a one jak się okazało, znały siostry Obliczanki. Jeździły już do nich na rekolekcje. Tego samego dnia widziały mnie jeszcze w supermarkecie, i na targu... Mówiły sobie, że jeśli jeszcze raz mnie spotkają, to muszą ze mną zagadać. I stało się. Spotkały mnie na przystanku autobusowym a ja czytałam książkę. O Matce Bożej. Prowadziłam Dzieci Maryi, czyli „bielanki” i chciałam przygotować się na spotkanie. Siedziała ze mną na ławce jakaś starsza pani, a pomiędzy nas usiadła jedna z tych dziewczyn. Ja sobie pomyślałam, czy nie mogłaby usiąść gdzieś indziej, bo dalej były puste ławki, ale jak chce, niech siedzi. Po chwili pyta mnie: „Co czytasz?” Ja się trochę wstydziłam powiedzieć, bo to przecież niemodne takie książki, ale powiedziałam. „O, jak fajnie” i zaczęłyśmy rozmawiać. W tym czasie podeszła druga dziewczyna i razem zaczęły zapraszać mnie na dzień skupienia do Częstochowy. Ja chciałam się od nich wymigać i powiedziałam, że już jadę ale na pielgrzymkę maturzystów, a one na to, że dobrze, ale żebym jeszcze pojechała na dzień skupienia do Sióstr. Zaczęły mi trochę opowiadać o tych siostrach, że są one bez habitu i że przyślą mi „Weronikę”. Tu mi się już zaświeciły oczy, jak usłyszałam „Weronika”. Bardzo mi się podobało to imię i chciałam je sobie wziąć na bierzmowanie, ale nie wyszło .Za to tęsknota w sercu pozostała.

Gazetkę mi przysłały. Kiedy zbliżał się czas dnia skupienia u sióstr, zaczęły się rodzić jakieś problemy: a to nie miałam jak dojechać, coś nie pasowało w połączeniu. Mówię więc jednej z nich, że nie pojadę, a ona do mnie: „Ty musisz jechać!” Wtedy nie było już dyskusji. Nie wiem, jak to się stało, ale ona ze mną pojechała.

Jak weszłam do domu tych sióstr to stanęłam jak „wryta”. Na półpiętrze stała figura św. Stanisława Kostki. Przypomniałam sobie, że dwa lata wcześniej odprawiałam do Niego nowennę o rozeznanie powołania ale o tym zdążyłam już zapomnieć. Wtedy wiedziałam, że to jest to! ale Siostrze prowadzącej dzień skupienia nic nie powiedziałam, bo wiedziałam, że przede mną egzaminy maturalne...

Nie wiem, kiedy to było, ale wyobrażałam sobie, że jak Pan Jezus powołuje, to trzeba usłyszeć słowa „Pójdź za mną”, więc chodziłam do „mojego” kościoła, by usłyszeć te słowa, ale ich nie usłyszałam. Jezus wiedział, że nie to było dla mnie potrzebne i za to niech będzie uwielbiony!

wdzięczna Siostra Obliczanka

Świadectwa

25 kwietnia 2019
  Co to znaczy, że ktoś wstąpił na drogę rad ewangelicznych? Czy wstępując do zakonu, tak z dnia na dzień można stać się zakonnikiem? Czy to wymaga jakichś szczególnych szkół, dyplomów,
08 kwietnia 2019
  ŚWIADECTWO Pewnego razu, słuchając wypowiedzi papieża Franciszka, odniosłam wrażenie, że opowiada on wszystkim, nieznanym mi słuchaczom jego przemówienia, o moim powołaniu. Zdziwiona niepomiernie wytężyłam słuch i wstrzymałam oddech. Papież opowiadał
03 kwietnia 2019
  Milczenie to część rozmowy przyjaciół. Nie to, się liczy, że mówimy, lecz brak potrzeby mówienia czegokolwiek. M. L. Runbeck  Ten cytat, mogę powiedzieć, że określa to co się wydarzyło w
03 kwietnia 2019
  Trudno pisać o tajemnicy. Tak rozumiem swoje powołanie zakonne i życie ślubami zakonnymi. Szukając swojej drogi w życiu, rozmawiając z różnymi ludźmi, także ze swoimi przyjaciółmi, doszłam do przekonania, że
09 lutego 2019
  o. Mateusz Walczak OSPPE Łk 5,1-11 Św. Łukasz (czerpiąc z Ewangelii św. Marka oraz z tradycji pisanych oraz ustnych) bardzo obrazowo przedstawia różne historie z życia Jezusa. Urzekający jest wstęp

Modlitwa o rozeznanie drogi życia za przyczyną
bł. Honorata Koźmińskiego

Błogosławiony Ojcze Honoracie, Ty wiernie wypełniłeś wolę Bożą i wielu ludziom pomogłeś odkryć tajemnicę ich powołania. Prosimy Cię, uproś nam łaskę rozeznania naszego powołania i radosnego naśladowania Jezusa Chrystusa naszego Pana i Zbawiciela. Amen.