o powołaniu

   obliczanki młodym

start

12 stycznia 2019

 

Świadectwo

 

Naprzeciwko szkoły licealnej, do której chodziłam, był kościół, do którego często wstępowałam; chociaż na chwilę przed lekcjami, albo po zajęciach. Nie umiałam się zbytnio modlić, nie miałam dobrej relacji z Bogiem, ale odmawiałam te „wyuczone” pacierze, żeby np. w szkole dobrze poszło.

Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale często było we mnie pragnienie pełnienia woli Bożej; to było dla mnie bardzo ważne, choć wypełnienie tego nie zawsze się udawało. Wiele się zastanawiałam nad swoim życiem, powołaniem, co ze sobą zrobić? Czy to ma być życie w małżeństwie, czy w zakonie? Aby trochę uciec, zamazać to, co się we mnie działo, na pytania- co chcę robić w życiu, mówiłam, że chcę studiować teologię i być katechetką. Kiedy się już trochę pomagałam z tymi pytaniami i wiedziałam, że to ma być zakon, to był to już krok do przodu. Ale jaki zakon?- to było następne pytanie. Zaczęłam szukać, rozglądać się, nasłuchiwać w sercu, co się dzieje, czego ono pragnie.

Pewnego dnia ks. katecheta na lekcję religii zaprosił siostrę bezhabitową, ale nie obliczankę. To był mój pierwszy kontakt z siostrą bez habitu, wcześniej o takich siostrach nie słyszałam. To była starsza siostra w dużych okularach na nosie- i mnie Sie ona nie podobała. Wtedy patrzyłam tak po ludzku. Może i dobrze, bo bym do nich poszła, a to nie było dla mnie.

Po tej lekcji pomyślałam sobie: żadnych bezhabitowych. Zaczęłam więc rozglądać się za habitowymi ale nic mnie nie pociągało- ani habity różowe, ani granatowe, ani czarne... I pewnego dnia, po lekcjach, chyba to był dzień kwietniowy, dokładnie nie pamiętam, poszłam do mojego kościoła. Potem czytałam ogłoszenia, oglądałam gazetkę-jak to czasem robiłam. Jednym słowem- szukałam. Widziały mnie wtedy dwie dziewczyny, które mówiły między sobą: ”To jest Obliczanka!”. Były to dziewczyny zupełnie mi obce. Nigdy się nie spotkałyśmy wcześniej, a one jak się okazało, znały siostry Obliczanki. Jeździły już do nich na rekolekcje. Tego samego dnia widziały mnie jeszcze w supermarkecie, i na targu... Mówiły sobie, że jeśli jeszcze raz mnie spotkają, to muszą ze mną zagadać. I stało się. Spotkały mnie na przystanku autobusowym a ja czytałam książkę. O Matce Bożej. Prowadziłam Dzieci Maryi, czyli „bielanki” i chciałam przygotować się na spotkanie. Siedziała ze mną na ławce jakaś starsza pani, a pomiędzy nas usiadła jedna z tych dziewczyn. Ja sobie pomyślałam, czy nie mogłaby usiąść gdzieś indziej, bo dalej były puste ławki, ale jak chce, niech siedzi. Po chwili pyta mnie: „Co czytasz?” Ja się trochę wstydziłam powiedzieć, bo to przecież niemodne takie książki, ale powiedziałam. „O, jak fajnie” i zaczęłyśmy rozmawiać. W tym czasie podeszła druga dziewczyna i razem zaczęły zapraszać mnie na dzień skupienia do Częstochowy. Ja chciałam się od nich wymigać i powiedziałam, że już jadę ale na pielgrzymkę maturzystów, a one na to, że dobrze, ale żebym jeszcze pojechała na dzień skupienia do Sióstr. Zaczęły mi trochę opowiadać o tych siostrach, że są one bez habitu i że przyślą mi „Weronikę”. Tu mi się już zaświeciły oczy, jak usłyszałam „Weronika”. Bardzo mi się podobało to imię i chciałam je sobie wziąć na bierzmowanie, ale nie wyszło .Za to tęsknota w sercu pozostała.

Gazetkę mi przysłały. Kiedy zbliżał się czas dnia skupienia u sióstr, zaczęły się rodzić jakieś problemy: a to nie miałam jak dojechać, coś nie pasowało w połączeniu. Mówię więc jednej z nich, że nie pojadę, a ona do mnie: „Ty musisz jechać!” Wtedy nie było już dyskusji. Nie wiem, jak to się stało, ale ona ze mną pojechała.

Jak weszłam do domu tych sióstr to stanęłam jak „wryta”. Na półpiętrze stała figura św. Stanisława Kostki. Przypomniałam sobie, że dwa lata wcześniej odprawiałam do Niego nowennę o rozeznanie powołania ale o tym zdążyłam już zapomnieć. Wtedy wiedziałam, że to jest to! ale Siostrze prowadzącej dzień skupienia nic nie powiedziałam, bo wiedziałam, że przede mną egzaminy maturalne...

Nie wiem, kiedy to było, ale wyobrażałam sobie, że jak Pan Jezus powołuje, to trzeba usłyszeć słowa „Pójdź za mną”, więc chodziłam do „mojego” kościoła, by usłyszeć te słowa, ale ich nie usłyszałam. Jezus wiedział, że nie to było dla mnie potrzebne i za to niech będzie uwielbiony!

wdzięczna Siostra Obliczanka

świadectwo