02 stycznia 2019

    o powołaniu

   obliczanki młodym

start

Wynagradzanie - model miłości

Wynagradzanie, czym właściwie jest i po co jest?

To bardzo tajemnicze, często nie do końca zrozumiane wyrażenie w pierwszym skojarzeniu łączy nam się z pieniędzmi, z odpłatą czy nawet opłatą, okupem. I słusznie. Kiedy wpiszemy w przeglądarce Google słowo «wynagrodzenie», w pierwszych kilkunastu wyszukanych stronach znajdziemy podobne wyjaśnienia typu: „Wynagrodzenie – to należność, która przysługuje pracownikowi od pracodawcy za wykonaną pracę”. W mentalności ludzkiej powszechnie bardzo rzadko słowo to łączymy z wynagrodzeniem Bogu. Trzeba zdać sobie jednak sprawę z tego, że jego źródłosłów również znajduje się w słownictwie prawniczym. Wiąże się ono jednak także z takimi wyrażeniami jak: „ekspiacja”, „przebłaganie”, „rekapitulacja” i „zadośćuczynienie”. Ten ostatni może mieć wielorakie znaczenie. Zadośćuczynienie to przywrócenie należytego porządku i naprawienie szkód w zakresie czci lub dóbr materialnych, czynność zmierzająca do wyrównania szkody za krzywdę komuś wyrządzoną[1]. Bóg jest inicjatorem naprawy zakłóconego porządku i poprzez stwórcze miłosierdzie usprawiedliwia człowieka.

Człowiek potrzebuje Boga

Należy zauważyć, że czyny zadośćczyniące są widoczne praktycznie od samego początku istnienia ludzkości. Można nawet porwać się na stwierdzenie, iż odkąd grzech wstąpił na świat, wraz z nim przyszło zadośćuczynienie. Człowiek jest istotą duchową. Co więcej kiedy żyje z dala od Boga, lub też gdy w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że Bóg istnieje, we wnętrzu swym odczuwa zgrzyt, niepokój, niepogodzenie z samym sobą (jest tu mowa oczywiście o jednostkach bez znacznych zaburzeń psychicznych czy charakterologicznych) z powodu złych uczynków. Badania socjologiczne ukazują to doskonale. Człowiek poszukuje kontaktu z „czymś, Kimś” wyższym od siebie, poszukuje autorytetu, potrzebuje Boga, Jego akceptacji i przebaczenia. Jest to schemat bardzo uproszczony, ale ukazuje on, iż człowiek od zarania dziejów jest capax Dei, i kiedy relacja z Istotą Wyższą zostaje niejako przerwana przez słabość ludzką i grzech, odczuwa on dyskomfort i chęć powrotu, potrzebę retrybucji, inaczej mówiąc – wynagrodzenia.

 

Kilka słów od strony biblijnej i historycznej

Termin wynagrodzenie stricte w takiej formie na kartach Biblii się nie pojawia. W Starym Testamencie zadośćuczynienie należy pojmować w kontekście ofiary i związanej z nią kultu. W odpowiedzi na miłość Boga człowiek adoruje Go poprzez kult, który z czasem przyjmuje charakter zbiorowy, przybierający różnorakie formy. Termin zadośćuczynienie w sensie pokutnym jako pierwszy wprowadza Tertulian. Ogranicza jednak ten termin do odpuszczania grzechów. Ojcowie Kościoła najczęściej stosują termin reparare, oznaczający nowy początek i naprawę ludzkości i nowego człowieka. Kluczowa staje się także nauka św. Augustyna. W swoim słynnym dziele „Wyznania”, pisząc o swej duszy, nazywa Chrystusa reperatorem – naprawcą[1]. Jednakże jak wydaje się, najistotniejszą odsłoną rozumienia wynagrodzenia jest według niego redamatio, czyli zwrócenie miłości za miłość. W jednym ze swych Komentarzy pisze także tak: „Zatem moglibyśmy Go miłować, gdyby On pierwszy nas nie umiłował? Jeśli byliśmy opieszali w miłowaniu Go, nie bądźmy teraz w odwzajemnianiu miłości”. Redamatio jest możliwością, którą podarował nam Bóg i do której wzywa nas Chrystus. Pokazuje bezinteresowność Bożej miłości, która rozprzestrzenia się na ludzi i uzdalnia ich do odpowiadania na tę miłość[2]. Św. Augustyn miał niesamowitą intuicję w rozumieniu zadośćuczynienia, ukazał to, co najistotniejsze: Bóg jest Miłością i chce być kochany, chce by Jego Miłość była „odpowiedziana”. I w zasadzie na tym można by było skończyć ten artykuł, lecz warto jeszcze dodać, w jaki sposób można odpowiadać na Bożą Miłość, jak wynagradzać w praktyce. Nie można także osiąść na laurach, trzeba pamiętać, że to Jezus był pierwszym „Wynagrodzicielem” i jedynym, a my o tyle możemy to wynagradzać, o ile mamy z Nim współuczestnictwo, szczególnie poprzez sakramenty.

 

Jak więc kochać?

Szczególnym miejscem, w którym dokonuje się nieustanne zadośćuczynienie jest Eucharystia, jest miejscem przemiany nienawiści i przemocy. Jest sakramentem życia i Miłości. Dlatego tak bardzo ważne jest życie sakramentalne i uczestniczenie we Mszy Świętej. „Powołaniem każdego z nas jest, byśmy wraz z Jezusem byli chlebem łamanym za życie świata”[3]. Jezus Chrystus poprzez Wcielenie zjednoczył się w pewien sposób z każdym człowiekiem – pisze św. Jan Paweł II, szczególnie poprzez przyjęcie męki i śmierci. Kolejnym więc sposobem wynagradzania może stać się przyjęcie cierpienia. Ludzie, którzy cierpią, czy to fizycznie, czy duchowo, kiedy przyjmują to niełatwe doświadczenie, mogą łączyć je z cierpieniami Jezusa Chrystusa. Papież Polak bardzo często wskazywał, iż każdy, cierpiący człowiek jest wezwany do wynagradzania poprzez uczestnictwo w krzyżu Chrystusa, może on składać ofiarę swoich cierpień wraz z ofiarą Odkupiciela[4]. Jedynie we wspólnocie z Jezusem nasze cierpienie może stać się sensowne.

W Dives in misericordia zaś Jan Paweł II pisze, iż Bóg jest Ojcem boleśnie dotkniętym lekceważeniem, obojętnością, pogardą, jaką Mu okazuje współczesny człowiek. Jest Ojcem, któremu winno się wynagrodzić za zniewagi i odepchnięcie, miłością połączoną z zadośćuczynieniem. Chrześcijańska miłość wobec Boga powinna być więc podwójnie ofiarna, zwielokrotniona, powinna być miłością miłosierną, a więc współczującą, wynagradzającą, zadośćczyniącą[5].

Czy Bogu potrzebne jest nasze wynagrodzenie?

Bóg jest Miłością i to taką, która wychodzi ku człowiekowi, i która chce być odwzajemniona. Możemy zatem odpowiedzieć na pytanie: czy Bóg oczekuje od nas wynagrodzenia? Jeśli przyjmiemy tezę, że surowy Bóg musi zostać pomszczony za występki ludzkości, by wybaczyć i ulitować się nad ludźmi (a i takie przekonanie o Bogu istniało przez szereg lat w teologii, duchowości i pobożności ludowej), to musimy odpowiedzieć – nie. Takie spojrzenie na ideę wynagradzania nie jest prawdziwe, ani zgodne z Pismem Świętym i całościową nauką Kościoła. Jednak jeśli rozumiemy wynagradzane jako redamatio, św. Augustyna, a zostało też to mocno podkreślone we współczesnej teologii – odpowiedź na pytanie: czy Bóg pragnie naszego wynagrodzenia jest twierdząca.

 

Kto może wynagradzać?

Odpowiedź bardzo krótka: każdy. Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo po to, abyśmy mogli kochać i stawali się przez Niego i w Nim miłością. Jest to pierwsze i najważniejsze powołanie człowieka. A poprzez Chrzest Święty jeszcze pełniej to powołanie się uwydatnia. Bóg pragnie naszej miłości, która może wyrażać się w uczestnictwie w cierpieniach Chrystusa, w nawracaniu się z grzechów i pokucie, w dziękczynieniu, szczególnie poprzez przyjmowanie Najświętszego Sakramentu oraz w innych formach zadośćuczynnych, miłości i miłosierdzia. Trzeba jednak pamiętać, iż nasze wynagrodzenie staje się wtedy wartością, kiedy uświadomimy sobie, że to Chrystus nas zbawił i żyjemy dzięki Jego zadośćuczynieniu.

 

s. Fidelisa WNO

 

[1] Za ciasny jest dom duszy mojej, byś do niego mógł wstąpić, rozszerz go! Grozi upadkiem; napraw go!” Augustyn, Wyznania, przeł. J. Czuj, Warszawa 1955, s. 4.

[2]Por. M. G. Fernandez, M. J. Fernandez i in., Odwzajemnienie miłości. Teologia, historia i duchowość wynagrodzenia, przeł. M. Poznańska, Kraków 2012, s. 144-145.

[3] Benedykt XVI, Sacramentum Caritatis, nr 88.

[4] Por. Jan Paweł II, Katecheza Sens cierpienia w świetle męki Chrystusa (9.11. 1988), w: S. Dziwisz,
J. Kowalczyk, T. Rakoczy (red.), Wierzę w Jezusa Chrystusa Odkupiciela, Watykan 1989, nr 6-7.

[5]Por. S. Nagy, Wynagradzanie w tajemnicy Bożego miłosierdzia, w: S. Nagy (red.), Jan Paweł II, „Dives in misericordia”. Tekst i komentarze, Lublin 1983, s. 164-165.


[1] Por. Z. Pałubska, Zadośćuczynienie, Encyklopedia Katolicka, t. 20, Lublin 2014, k. 1168-1169.